Category Archives: Książka

Solaris – Stanisław Lem

Zdecydowałem się na coś z science fiction z dorobku światowej sławy naszego rodaka. Niewiele czytałem książek tego rodzaju i raczej miałem przeciętną opinię. Chciałem to odmienić sięgając po bodaj najpopularniejszą książkę Lema – Solaris. I jak wrażenia?

Jeżeli czytać SF to Lema, podobał mi się styl w jaki budował świat pozaziemski, w jaki tworzył fabułę. Opisy zazwyczaj nie były przy długie, a nieobliczalność tego co może się stać powodowała, że szybko przerzucało się kartki. To w ramach takiej otoczki co tak naprawdę miał nam do przekazania autor.

Teraz przejdźmy do sedna. Przylatuje na od lat badaną planetę Solaris, naukowiec – psycholog Kelvin. Od początku trudno mu się na niej odnaleźć, a to za sprawą tajemniczych okoliczności jakie miały miejsce przed jego przylotem. Pracownicy, którzy wcześniej na niej się znajdowali nie chcą mu pomóc. Po pewnym czasie z niewyjaśnionych przyczyn pojawia się Kelvina była dziewczyna. Wszystko mogłoby być przyjemnie, gdyby nie to, że 10 lat temu popełniła samobójstwo i że jej teraźniejsze zachowania chwilami można określić jako nieludzkie. Kelvin zaczyna wątpić w rzeczywistość, zaczyna wierzyć, że zwariował. Jednak wymyśla naukowy eksperyment mający sprawdzić czy to wszystko jest fałszem czy prawdą. Doświadczenie potwierdza, że nie dostał pomieszania zmysłów. Harey, jego dziewczyna, nie jest wytworem jego wyobraźni, ale rzeczywistym obiektem. Nie pozostało mu nic innego jak pogodzić się z tym faktem i znaleźć przyczynę.
Jedynym stałym mieszkańcem planety Solaris jest ocean. Od dłuższego czasu trwają nieustanne badania nad jego fenomenem, źródłem wielu niewytłumaczalnych zjawisk, jednak mimo podejścia do zagadnienia z różnych stron nauki, brak konkretniejszych wniosków. Tymczasem Kelvin zakochuje się w Harey. Zdaje sobie sprawę, że jeżeli opuści wraz z nią Solaris, to ona zniknie, jednak uczucie jest  silniejsze i snuje mnóstwo planów odnośnie ich przyszłości. Już nawet zaprzestaje prac nad planetą, nie potrzebuje więcej do szczęścia. Jeden z jego współpracowników Snaut, doświadczony podobnym przypadkiem ze strony jego dawno współpracownika, postanawia przebudzić Kelvina, po licznych eksperymentach stwarza anihilator, który zgładza, wydawało się początkowo niezniszczalną Harey. Kelvin początkowo zrozpaczony próbuje zrealizować badania odnośnie oceanu, ale bezskutecznie.

Powieść stawia nam kilka problemów. Pierwszy to związanie uczuciem z postacią nieludzką. Czy jest warte to doświadczenia? Czy tylko jest zgubą. Kolejny problem to zwrócenie uwagi na naszą ułomność związaną z poznawaniem świata nas otaczającego. Nie tylko chodzi mu o nietrafne hipotezy czy błędne badania, ale w ogóle o podejście naukowe. Zaczynają się tworzyć jakieś dziwne, często trudne do sprawdzenia, teorie, na które patrząc z boku można odnieść pozbawione sensu. Następnym zagadnieniem jest przypuszczenie, ze nawet jeżeli znajdziemy istoty pozaziemskie to czy będziemy w stanie się z nimi porozumieć? W rzeczy samej, czy zwierzęta nie są istotami żywymi? I jak nam wychodzi znalezienie wspólnej więzi z nimi.
Czytając utwór i znajdując owe pytania czekamy do ostatniej strony odpowiedzi na nie. Niestety, bądź stety autor zostawia nas bez wyjaśnienień. Musimy na nie odpowiedź sami, o ile istnieje taka odpowiedź.

Cytaty:

  1. „Człowiek może ogarnąć tak niewiele rzeczy naraz; widzimy tylko to, co dzieje się przed nami, tu i teraz; unaocznienie sobie równoczesnej mnogości procesów, jakkolwiek związanych ze sobą, jakkolwiek się nawet uzupełniających, przekracza jego możliwości. Doświadczamy tego nawet wobec zjawisk względnie prostych. Los jednego człowieka może znaczyć wiele, los kilkuset trudno jest objąć, ale dzieje tysiąca, miliona nie znaczą w gruncie rzeczy nic.”
  2. „Wyruszamy w kosmos, przygotowani na wszystko, to znaczy, na samotność, na walkę, męczeństwo i śmierć. Ze skromności nie wypowiadamy tego głośno, ale myślimy sobie czasem, że jesteśmy wspaniali. Tymczasem, tymczasem to nie wszystko, a nasza gotowość okazuje się pozą. Wcale nie chcemy zdobywać kosmosu, chcemy tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic. Jedne planety mają być pustynne jak Sahara, inne lodowate jak biegun albo tropikalne jak dżungla brazylijska. Jesteśmy humanitarni i szlachetni, nie chcemy podbijać innych ras, chcemy tylko przekazać im nasze wartości i w zamian przejąć ich dziedzictwo. Mamy się za rycerzy świętego Kontaktu. To drugi fałsz. Nie szukamy nikogo oprócz ludzi. Nie potrzeba nam innych światów. Potrzeba nam luster. Nie wiemy, co począć z innymi światami. Wystarczy ten jeden, a już się nim dławimy.”
  3. „szansa zredukowania „problemu Solaris” do nonsensu czy do zera, sąd, że nie mamy do czynienia z żadną Istotą, a tym samym przegrana nasza nie jest bynajmniej przegraną – wszystko to upadało raz na zawsze. Czy chcieli tego, czy nie, ludzie teraz musieli przyjąć do wiadomości sąsiedztwo, które, choć za bilionami kilometrów próżni, oddzielone przestrzenią całych świetlnych lat, legło na drogach ich ekspansji, trudniejsze do ogarnięcia od pozostałego Wszechświata.
    Jesteśmy, być może, w punkcie zwrotnym całych dziejów – myślałem. Postanowienie rezygnacji, odwrotu, aktualnego lub w niedalekiej przyszłości mogło wziąć górę, nawet zlikwidowania samej Stacji nie uważałem za rzecz niemożliwą czy choćby nieprawdopodobną. Nie wierzyłem jednak, aby w ten sposób dało się ocalić cokolwiek. Samo istnienie myślącego kolosa nigdy już nie da ludziom spokoju. Choćby przemierzyli Galaktyki, choćby związali się z innymi cywilizacjami podobnych do nas istot, Solaris będzie wiecznym wyzwaniem, rzuconym człowiekowi.”
  4. „- Co będziemy robili? – spytała. – To, co się robi w nocy: spać. – Kris. – Co? -Może zrobię ci nowy okład. – Nie, nie trzeba. Nie trzeba… kochanie. Kiedy to powiedziałem, sam nie rozumiałem, czy udaję, ale naraz w ciemności objąłem na oślep jej smukłe plecy i czując ich drżenie, uwierzyłem w nią. Zresztą nie wiem. Wydało mi się nagle, że to ja ją oszukuję, a nie ona mnie, bo jest tylko sobą. Zasypiałem potem jeszcze kilka razy i wciąż z drzemki wyrywał mnie skurcz, łomocące serce uspokajało się powoli, przyciskałem ją do siebie, śmiertelnie znużony, badawczo dotykała mojej twarzy, czoła, bardzo ostrożnie, sprawdzając, czy nie mam gorączki. To była Harey. Innej, prawdziwszej nie mogło być. Po tej myśli coś odmieniło się we mnie. Przestałem walczyć. Prawie natychmiast usnąłem.”
  5. „Jak się tak leży godzinami w nocy, to myśleniem można zajść bardzo daleko i w bardzo dziwne strony, wiesz…”
Reklamy